Oddam ciasto z lodówki za parę dżinsów !

by Moni Leoni
Oddam ciasto z lodówki za parę dżinsów !

Oddam cia­sto z lodów­ki za dżin­sy, serio. W cią­ży myśla­łam, że moja figu­ra jest nie­śmier­tel­na. Sko­ro żaden cukier i glu­ten jej nie ruszy daj­cie mi ser­nik. I tak pod­ja­da­łam ser­ni­czek przez cią­żę i wyglą­da­łam szczu­pło. Pamię­tam sąsia­dów, któ­rzy byli zszo­ko­wa­ni, kie­dy mówi­łam, że zaraz czas na poro­dów­kę i te spra­wy. Mały brzu­szek, wszyst­ko na swo­im miej­scu, zero jakie­goś nad­pro­gra­mo­we­go tłusz­czy­ku. Do cza­su. Kie­dy już byłam w for­mie pozwa­la­ją­cej na myśle­nie o moich ulu­bio­nych dżin­sach, posta­no­wi­łam przy­odziać moją zbro­ję pew­no­ści sie­bie i wyjść na wio­skę. A co, na wsi też trze­ba wyglą­dać. Poja­wił się jed­nak mały pro­blem. Nagle moje ulu­bio­ne dżin­sy się skur­czy­ły. Jak to moż­li­we ! Prze­cież w cią­ży byłam taka szczu­pła. Do 6 mie­sią­ca nosi­łam moje sta­re spodnie z dumą. Prze­cież te dwa, no może trzy ser­ni­ki pod­czas cią­ży nie zro­bi­ły takie­go spu­sto­sze­nia. A może było ich wię­cej ? Kto by tam je liczył.

I tak doro­bi­łam się opo­ny. Przy­szła jesień a ja bie­du­la muszę nosić legin­sy, bo spodni na moje zacne czte­ry lite­ry nikt jesz­cze nie wypro­du­ko­wał. Aż przy­po­mnia­ły mi się cza­sy za mło­ko­sa, kie­dy w jakimś super­mar­ke­cie schy­li­łam się po koszyk i spodnie pękły na samym środ­ku tył­ka. Mia­łam w pasie prze­wią­za­na blu­zę i całe szczę­ście moje majt­ki nie ujrza­ły świa­tła dzien­ne­go. Ale pamię­tam zaże­no­wa­ne spoj­rze­nia ludzi, jak­bym puści­ła naj­gło­śniej­sze­go bąka na świe­cie. To było kie­dy byłam szczu­pła. Teraz takie incy­den­ty mi nie gro­żą bo spodni nie noszę a legin­sy są szy­te z trwa­łych mate­ria­łów.

Przy­szła jesień i w ruch poszły tabli­ce z Pin­te­re­sta. Inspi­ra­cje, namia­ry na skle­py itd. Szko­da tyl­ko, że te wszyst­kie inspi­ra­cje są takie szczu­płe i te swe­try tak ład­nie na nich leżą i te uda. Jak moż­na być tak szczu­płym, myślę za każ­dym razem kie­dy szu­kam inspi­ra­cji. Pew­nie w życiu ser­ni­ka nie jadły, lodów ani tych pia­nek co mi bokiem ostat­nio wyszły. Ale prze­cież ja też kie­dyś tak wyglą­da­łam. Może moje uda nie były takie smu­kłe, ale na pew­no nie sty­ka­ły się tak jak teraz. No wła­śnie. Sty­ka­ją­ce się uda ! To mój kosz­mar. Naj­bar­dziej doświad­czy­ły tego spodnie od dre­su. Wszyst­kie nada­ją się na śmiet­nik. Ale żeby dziu­ry od razu się poro­bi­ły ? Z taki­mi uda­mi ? Nie dzi­wię się !

Może powin­nam zacząć nosić sukien­ki ? Może wymie­nić całą zawar­tość sza­fy na więk­sze roz­mia­ry ? A może prze­sta­nę jeść ciast­ka ? I poćwi­czę jak kie­dyś ? Prze­cież tak to lubi­łam. Waży­łam spo­ro, ale w ES się mie­ści­łam. I mię­śnie mia­łam. I jadłam ciast­ka bez wyrzu­tów sumie­nia i pian­ki też. To były cza­sy. Teraz cza­sa­mi nie wiem w co ręce wło­żyć. Do sło­ika z ciast­ka­mi a może z pian­ka­mi. Może zagry­zę cukrem wyrzu­ty sumie­nia zamiast cią­gle się drę­czyć ? A może ruszę tyłek z sofy i zro­bię coś ze swo­im życiem ? Może wyj­dę ze swo­jej cukro­wej stre­fy kom­for­tu i zwal­czę tego cukro­we­go potwo­ra ?

Uści­ski,

Moni

You may also like

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Accept