Miłość przynosi słoninę zamiast truskawek

by Moni Leoni
Miłość przynosi słoninę zamiast truskawek

Kie­dy mężo­wie swo­im żonom przy­no­si­li pysz­ne tru­skaw­ki, On przy­niósł mi sło­ni­nę, bo aku­rat tru­ska­wek nie było w skle­pie. Poczu­łam się tro­chę tak, jak opo­wia­da­ła moja mama w latach 80. Szła do skle­pu po mię­so wra­ca­ła z buta­mi. I tak dosta­łam sło­ni­nę. Żeby nie było mi smut­no, dosta­łam też koszy­czek malin, któ­re zja­dłam sama. To nie był odwet za tru­skaw­ki, to mój brzusz­ny jamo­chłon, nie zna­ją­cy umia­ru. Gdy­bym mia­ła wybie­rać mię­dzy zło­tem i dia­men­ta­mi, wybra­ła­bym sło­ni­nę od Nie­go.

Czy macie tak, że nawet jak jest zły dzień, kil­ka nie­do­mó­wień, może kil­ka za dużo wypo­wie­dzia­nych zdań, nie zamie­ni­ły­by­ście Waszych mężów na lep­sze mode­le ? Mój mąż pie­cze i gotu­je, sprzą­ta i nawet szy­je na maszy­nie, jak ja za pod­wi­ja­nie firan nie mogę się zabrać. Jest takim Panem Domu 2.0, któ­ry ogar­nie wszyst­ko tam, gdzie ja nie dam rady.

Nie mogę napi­sać, że mnie nie wku­rza, oj wku­rza, cza­sa­mi dopro­wa­dza do szew­skiej pasji, serio. Bo On zawsze wie lepiej, On robi to tak a nie tak, bo mopa się trzy­ma ina­czej. Mogła­bym wymie­niać i powsta­ła­by cała książ­ka na ten temat. Ale kie­dy przy­no­si mi ze skle­pu maka­ro­ni­ki, bo wie, że nigdy nie jadłam, albo figi do zdjęć, albo koko­sa bo faj­nie będzie wyglą­dał z kwia­ta­mi, cała złość mi mija.

Zauwa­ży­łam, że z wie­kiem mniej się dener­wu­ję i czę­ściej przyj­mu­ję wszyst­ko z uśmie­chem. Zda­rza się, że mam ocho­tę wystrze­lić się w kosmos, ale na krót­ko. Bo czym by było moje życie bez tych wszyst­kich dodat­ków do codzien­no­ści:) Wia­do­mo, że bie­rze się cały pakiet, nie tyl­ko to co nam pasu­je.

Ja sama nie jestem anio­łem. Jakie pokła­dy cier­pli­wo­ści drze­mią w moim mężu, tyl­ko sam Bóg wie. Gdy­bym była swo­im mężem, nie dała­bym rady. Mówi się, że szu­ka się part­ne­ra podob­ne­go do swo­je­go ojca. Ja z czy­stym sumie­niem mogę rzec, że zna­la­złam męża podob­ne­go do mojej mamy. Uro­dze­ni w tym samym dniu, dwa bara­ny, któ­re zawsze wie­dzą wszyst­ko lepiej:)

Wła­ści­wie, bez Nie­go moje życie było­by nud­ne. Cza­sa­mi kawa pita rano okra­szo­na jest zabaw­ny­mi sytu­acja­mi, albo głu­pi­mi żar­ta­mi, za któ­ry­mi tęsk­ni­ła­bym tak bar­dzo. Nie mam na co narze­kać, bo prze­cież przy­no­si mi dynię zamiast kwia­tów i robi cia­sto. Fakt, cho­wa cukier­ki, ale potem kie­dy wier­cę dziu­rę w brzu­chu przy­no­si je, żebym mogła zjeść wszyst­kie.

Nie ma lep­sze­go kom­pa­na do noc­nych roz­mów i obga­dy­wa­nia sąsia­dów, bo zno­wu obu­dzi­li Leona. Nikt nie robi tak dobre­go cia­sta jak mój mąż, bo zawsze jest od ser­ca. Nie ma śmiesz­niej­sze­go wido­ku jak On i Leon tań­czą­cy tan­go, serio:) Poka­za­ła­bym, ale nie wiem, czy chciał­by żeby taśmy ‘tan­go w piża­mie’ ujrza­ły świa­tło dzien­ne (niech zadzia­ła Wasza wyobraź­nia).

Uści­ski,

Moni

You may also like

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Accept